Zmiany. Idą zmiany!

1 Mar

Drodzy Czytelnicy,

Jak pewnie zauważyliście, od pewnego czasu dosyć rzadko piszę na blogu. Wynika to z dwóch kwestii.

Po pierwsze, pracuję nad kilkoma osobistymi projektami, które dosyć mocno mnie pochłonęły, i trudno mi oderwać się od nich i skrobnąć coś nowego o życiu na Antypodach.

Po drugie, dotarło do mnie jakiś czas temu, że tworząc blog o Australii dosyć mocno się ograniczyłam. Mam kilka pasji – przede wszystkim podróże i fotografię – i blog o Australii niekoniecznie nadaje się do tego, albo pisać o tych pasjach.

W związku z powyższym doszłam do wniosku, że przyszedł czas na reaktywację bloga, którego zaczęłam pisać w związku z naszą długą podróżą. To dlatego, że tamten blog jest o wiele lepszym miejscem, żeby pisać o tym o czym chce pisać. Nadal będzie o Australii, ale także o podróżach, fotografii i kilku innych sprawach.

Poza nową, poszerzoną tematyką będzie nowy adres i szata graficzna. „Przeprowadzka” mam nadzieję odbędzie się bezboleśnie – zorganizuję automatyczne przekierowanie, więc wpisując obecny adres zostaniecie przeniesieni na nowy blog. To wszystko wydarzy się w ciągu tygodnia.

Mam nadzieję, że mimo zmian zostaniecie ze mną i nadal będziecie zaglądać i czytać.

Big things

9 Lu

Australia to bardzo duży kraj, który w dodatku pełen jest dużych rzeczy. Zaczęło się od Dużego Szkota w Adelaidzie, znanego popularnie jako Scotty. Zbudowano go w 1963 roku w celu spopularowyzownia hotelu, na którym owy Scotty do dziś stoi. Rok później zbudowano Wielkiego Banana w Coffs Harbour. Od tego czasu duże rzeczy zaczęły wysypywać się w Australii jak grzyby po deszczu. Dziś jest ich około 150, a wśród nich takie cuda jak Duża Krewetka, Duży Ananas, Duża Gitara, Duży Koala, Duża Pomarańcza, Duża Mrówka, Duża Ławka (zdjęcie poniżej – ławka jest w Broken Hill), Duża Lampa Górnicza, Duża Rakieta Tenisowa itp itd.

Zastanawiacie się pewnie w jakim celu powstały te wszystkie konstrukcje.  Prosta sprawa. Dzięki Dużym Krokodylom-Bokserom, Dużym Krabom i innym Dużym Kiełbasom wielu wsiom i dziurom udało się wejść na listę miejsc wartych zobaczenia (choć tu oczywiście jest kwestia tego, co dla kogo jest warte zobaczenia). Każda mieścina, wieś i dziura, w której nie było żadnych atrakcji turystycznych zasiadła więc przy stole i myślała co też takiego ma w okolicy, z czym się kojarzy, czy też z czego słynie, i to właśnie postawiła przy głównej drodze, oczywiście w skali znacznie większej niż 1 do 1. Te wszystkie Duże Cuda stały się lokalną atrakcją, często jedyną jaką dana mieścina posiada. Postawiono przy nich kawiarnie, restauracje i sklepiki z badziewnymi pamiątkami made in China, i kasa się robi. Gdy nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze…

Pełna lista Dużych Rzeczy wraz ze zdjęciami jest dostępna tutaj.

„Down Under”

30 Sty

Banalny tekst + prosta melodia i mamy gotowy przebój. Piosenka ‚Down Under’ zespołu Man at Work w 1982 roku zajmowała pierwsze miejsca list przebojów nie tylko w Australii, ale też w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Do dziś ma w Australii status piosenki-symbolu.*

* Niestety firma Sony, która jest właścicielem praw do tego kawałka, nie pozwala udostępniać nagrania poza YouTube. Więc gdy po naciśnięciu przyciku ‚graj’ zobaczysz link ‚Watch on YouTube‚ naciśnij go. Otworzy się nowe okno/zakładka i tam będzie można zobaczyć teledysk.

Traveling in a fried-out combie
On a hippie trail, head full of zombie
I met a strange lady, she made me nervous
She took me in and gave me breakfast
And she said,

„Do you come from a land down under?
Where women glow and men plunder?
Can’t you hear, can’t you hear the thunder?
You better run, you better take cover.”

Buying bread from a man in Brussels
He was six-foot-four and full of muscles
I said, „Do you speak-a my language?”
He just smiled and gave me a vegemite sandwich
And he said,

„I come from a land down under
Where beer does flow and men chunder
Can’t you hear, can’t you hear the thunder?
You better run, you better take cover.”

Lyin’ in a den in Bombay
With a slack jaw, and not much to say
I said to the man, „Are you trying to tempt me
Because I come from the land of plenty?”
And he said,

„Do you come from a land down under?
Where women glow and men plunder?
Can’t you hear, can’t you hear the thunder?
You better run, you better take cover.”
Yeah!

Living in a land down under
Where women glow and men plunder
Can’t you hear, can’t you hear the thunder?
You better run, you better take cover!

Living in a land down under
Where women glow and men plunder
Can’t you hear, can’t you hear the thunder?
You better run, you better take cover!

Woggan-ma-gule

26 Sty

Ceremonia Woggan-ma-gule, Dzień Australii, Sydney.

Podróże kształcą

23 Sty

Mówi się, że podróże kształcą i jest to święta prawda. Także nasza krótka i maksymalnie improwizowana road trip przez odludzia Nowej Południowej Walii nauczyła nas kilku rzeczy.

Po pierwsze, lato to zdecydowanie nie jest dobra pora na wyjazd na outback. Nie dość, że gorąco to w dodatku populacja komarów tak w tym okresie gęstnieje, że momentami człowiek czuje się osaczony. Jednego wieczoru odjechaliśmy kawałek od kempingu, żeby zrobić zdjęcia gwiazdom (plan się nie powiódł, bo przyszły chmury) i gdy tak siedzieliśmy sobie cichutko w samochodzie czekając aż zrobi się zupełnie ciemno, doznaliśmy szoku, gdy ciszę kompletnie zagłuszyło głośnie bzykanie milionów komarów.

Po drugie, miniaturowy samochód w stylu Hyundaya Getz jaki sobie wypożyczyliśmy, sprawdza się tak długo jak długo pozostaje się na drogach z asfaltową powierzchnią. A Outback ma to do siebie, że spora część dróg takowej nawierzchni nie posiada.

Kombinacja tych dwóch rzeczy – upał i niewłaściwy samochód – sprawiły, że nie udało nam się zobaczyć tego co co wymyśliliśmy, że chcemy zobaczyć, czyli dwóch parków narodowych – Kinchenga oraz Mungo. Do Kinchenga nawet wjechaliśmy i zostaliśmy w nim kilka godzin, ale stan dróg nie pozwolił nam na zobaczenie w parku wszystkiego na co mieliśmy ochotę. Do Munga nie pojechaliśmy w ogóle. Bo gdy rano zjawliśmy się w informacji turystycznej miasteczka Wentworth (najbliższa od parku dziura) i usłyszeliśmy w co się pakujemy, to postanowliśmy dać sobie spokój. Ponad 100km dojazdu drogą bez nawierzchni, na miejscu żadnej infrastruktury, żadnego pracownika parku narodowego, ba – żadnego cienia. No i temperatury w granicach 45 stopni. Szczególnie ten brak cienia dał nam do myślenia, bo planowaliśmy w parku rozbić namiot i zostać tam na noc. Więc Mungo sobie odpuściliśmy.

Ale i tak było super :) Bo dzięki oszczędzeniu jednego dnia zobaczyliśmy jak się strzyże owce, o czym będzie w następnym odcinku.

Park Narodowy Kinchenga

Wydmy Perry w okolicach miasteczka Wentworth

Rzeka Murray, okolice Mildury

Okolice Hay

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.