Archiwum | przyroda RSS feed for this section

Pająki, węże i inni mordercy

14 List

Jakiś czas temu na blogu pojawił się komentarz z takim pytaniem:

czy to prawda, że w Australii trzeba uważać bardzo na róznego rodzaju jadowite pająki?? I że są one praktycznie wszędzie??

W odpowiedzi na to pytanie są dwie wiadomości  – dobra i zła.

Zacznijmy od złej.

Australia ma więcej stworzeń, które mogą zabić niż jakiekolwiek inne miejsce na naszej planecie. Gdyby popatrzeć na listę dziesięcu najbardziej jadowitych węży na świecie, to okaże się, że wszystkie one żyją w Australii. W kwestii pająków Australia ma na stanie takie cuda jak funnel-web, redback (pierwsza trójka najbardziej jadowitych) i kilka innych. Poza tym są oczywiście inne zwierzaki-mordercy, na przykład jadowite meduzy (box jellyfish), stonefish (po polsku to chyba szkaradnica), niebiesko-obrączkowane ośmiornice (blue-ring octopus), że nie wspomnę o takich niepozornie wyglądających maleństwach jak trujące muszelki, czy dżdżownice, które mogą ukłuć i wpuścić pod skórę jad.

Jest więc wiele potencjalnych sposobów na zarobienie ugryzienia albo ukłucia. Ale na tym nie koniec. Można jeszcze zostać pożartym w całości, albo ewentualnie rozerwanym na strzępy, a w najlepszym przypadku można stracić rękę albo nogę. No bo są przecież krokodyle i rekiny. Australia ma największą na świecie populację krokodyli słonowodnych!

Teraz dobra wiadomość – trzeba mieć sporego pecha, żeby stracić życie od tych morderców. Według statystyk, w ostatnich 50-ciu latach tylko 53 osoby w Australii zginęły w wyniku ataku rekinów. W kategorii pająków tylko 27 osób zginęło w ciągu ostatnich 100 lat w wyniku ukąszenia przez funnel web’a. Ataki krokodyli zdarzają się średnio dwa razy do roku.

Dla porównania, w wypadkach samochodowych w Australii ginie rocznie około 1500 osób.

Gdzie i kiedy trzeba więc uważać, a kiedy można w ogóle nie myśleć o niebezpieczeństwie? W Sydney czy nnym dużym mieście raczej nic nikomu nie grozi. W cieplejszych i wilgotniejszych regionach Australii w domach z robactwa dominują karaluchy i/lub mrówki, a nie wężę i jadowite pająki, i to z nimi głównie się walczy. Inwestycja w doroczne ‚odrobaczanie’ domu często rozwiązuje problem.

Jeśli pojechać by na kempingową wyprawę w północną, tropikalną cześć kraju, albo na outback to prawdopodobieństwo bliskiego spotkania trzeciego stopnia delikatnie wzrasta. Nie ma jednak co panikować. Szansę na atak są minimalne.

W końcu gdyby było aż tak bardzo niebezpiecznie to nikt nie chciał by w Australii mieszkać :)