Archiwum | 9 rzeczy RSS feed for this section

Po pierwsze – wszędzie biegacze

28 Wrz

Część pierwsza komentarza do artykułu z Wysokich Obcasów sprzed kilku tygodni.

Po pierwsze – wszędzie biegacze. O szóstej, o ósmej, w samo południe, wieczorami i w nocy. A jeśli nie biegną, to jadą – na rowerze, na rolkach, na deskorolce. Jeśli ktoś już idzie, to szybko. W adidasach i stroju sportowym. W hotelowym koszyku z gazetami same magazyny o zdrowiu! Typowe śniadanie w okolicznych kawiarenkach: jajecznica z eko-jajek, musli z owocami, owsianka, chleb z pełnego przemiału i koktajl owocowy. Tak dbają o zdrowie, może ma to coś wspólnego z obsesją na punkcie wyglądu?

No więc to wszystko zależy. Zależy, gdzie się patrzy. Bo jeśli patrzy się na centrum Sydney i przylegające do niego dzielnice, to rzeczywiście można mieć wrażenie, że co druga osoba uprawia jakiś sport. Kluby finess są zawsze pełne, w czasie przerwy na lancz wiele osób wkłada adidasy  i idzie na jogging, w parkach biegacze i rowerzyści. Obraz jest jednak złudny. Bo tak samo jak Warszawa nie jest reprezentacyjna dla Polski, tak Sydney nie jest reprezentacyjne dla Australii. A prawda jest taka, że Australia to kraj tłuściochów.

Według badań Śwatowej Organizacji Zdrowia z 2007 roku 67,4% Australijczyków cierpi na nadwagę (z czego 1/3 to osoby kwalifikowane jako otyłe) . To daje 21-sze miejsce na świecie, a wśród krajów anglosaskich 3-cie, tuż za USA i Nową Zelandią. Dodatkowo jeśli popatrzeć na wszystkie tzw. kraje rozwinięte, to w Australii grubasów przybywa najszybciej. Jak to możliwe? A no możliwe, bo australijska obsesja na punkcie sportu, która jest jak najbardziej faktem, to obsesja bierna – (prawie) każdy ogląda mecze rugby albo australijskiego futbolu, każdy kibicuje krykiecistom, każdy ekscytuje się wyścigami konnymi. Za to tylko garstka wkłada dres i dobrowolnie się poci.

Nie pomaga też dieta. Bo to, że typowe śniadanie w kawiarniach w Sydney to jogurt z museli albo koktajl owocowy nic nie znaczy. Przeciętny Aussie, jeśli je śniadanie na mieście (a na mieście jada się tu bardzo dużo), to wybierze coś w klimacie bułki z jajkiem i tłustym bekonem, muffina z czekoladą albo tosta z białego chleba z masłem orzechowym tudzież Vegemate (o Vegemate będzie osobny wpis, bo ten wynalazek zasługuje na więcej uwagi ;) ). Przy okazji nie pomaga fakt, że jedzenie w przybytkach typu McDonald (który ja pieszczotliwie nazywam McShit) kosztuje grosze, a zdrowa żywność wręcz przeciwnie.

Ludzi przybywa więc tutaj głównie objętościowo.

Reklamy

Dziewięć najważniejszych rzeczy, które powinniście wiedzieć o Australii

14 Wrz

Taki tytuł ma jeden z artykułów z ostatniego numeru Wysokich Obcasów.

Przyznam, że obserwacje autorki są w pewnej części trafne (choć nie wiem, czy to akurat najważniejsze rzeczy jakie powinno się wiedzieć o Australii). Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że spędziła ona w Australii (a dokładnie w Sydney) raptem tydzień.  Oczywiście jej wrażenia (przynajmniej w części) są powierzchowne, więc nie powstrzymam się i będę musiała każdy punkt skomentować :) Ale to nie dziś, bo komentarz do każdego punkt to w zasadzie materiał na osobny wpis.

Po pierwsze – wszędzie biegacze. O szóstej, o ósmej, w samo południe, wieczorami i w nocy. A jeśli nie biegną, to jadą – na rowerze, na rolkach, na deskorolce. Jeśli ktoś już idzie, to szybko. W adidasach i stroju sportowym. W hotelowym koszyku z gazetami same magazyny o zdrowiu! Typowe śniadanie w okolicznych kawiarenkach: jajecznica z eko-jajek, musli z owocami, owsianka, chleb z pełnego przemiału i koktajl owocowy. Tak dbają o zdrowie, może ma to coś wspólnego z obsesją na punkcie wyglądu?

Po drugie – dużo kobiet z małymi dziećmi. W parkach, nad zatoką, w kawiarniach. Biesiadują na kocach na trawie albo biegną jedna za drugą ze sportowym wózkiem. Karmią piersią – na ławkach, w kawiarniach, na promie. Większość w okolicach czterdziestki. Zbieg okoliczności czy tutaj o rodzinie myśli się później?

Po trzecie – małe lokalne kafejki pękają w szwach od rana do wieczora. Klienci są na „ty” z kelnerami i każdy zamawia „to co zawsze”. Tutaj je się śniadanie i lunch. Kolację w restauracji. Na każdej ulicy jest ich, co najmniej kilka: tajska, indyjska, malezyjska, japońska. Sushi jest tańsze od McDonalda!

Po czwarte – to bogactwo i różnorodność kulinarna dotyczy również supermarketu. W sekcji warzywa i owoce – 21 rodzajów sałat, dwa rodzaje brokułów – normalne i mini, osiem gatunków świeżych ziół, z czego połowy nie znam. Jest też droższa wersja bananów – mają zabezpieczone czerwoną laką końcówki. W dziale „organic” można spędzić pół dnia. Na półkach z prasą rozpychają się gazety o gotowaniu: Delicious! Taste, Food Ideas. To chyba jednak obsesja.

Po piąte – w południe, w parku grupki ludzi rozsiadają się na trawie, jedzą lunch, widać, że wyskoczyli z pracy. Po 45 minutach siedzą dalej. Nie śpieszą się z powrotem. Na plaży w Bondi o 16.00 w powszedni dzień 53 osoby w piankach pływają na deskach. Czekam aż wyjdą. Nie wyglądają na studentów. Inna kultura pracy, wyluzowani szefowie czy przedstawiciele wolnych zawodów?

Po szóste – dlaczego wszyscy są tacy autentycznie życzliwi? Na każde dziękuję, odpowiadają „No worries” („Nie ma sprawy”). Kiedy pytam na ulicy o drogę, dostaję wybór: „woli iść Pani skrótem, czy dłuższą trasą, ale za to z ładniejszymi widokami?” . Pracownik metra odprowadza mnie na sam peron, żeby nie zgubiła się w meandrze korytarzy.

Po siódme – pary mężczyzn i kobiet trzymają się za rękę. Publicznie się przytulają, całują i nie budzą żadnej reakcji. Na „naszej” ulicy kursuje transwestyta. Ma 190 cm wzrostu, krótką spódniczkę, długie, czarne włosy i bardzo umięśnione nogi. Spotykam go w sklepie, w kiosku, w kawiarni – żadnych uśmieszków, chichotów, pokazywania palcami. Czyżby autentyczna tolerancja?

Po ósme – w telewizji nic nie ma! Golf, rugby, football, wiadomości, golf, rugby, football… Reszta to kalki z amerykańskich programów rozrywkowych. Acha, dzisiaj puszczono „Listę Schindlera”.

Po dziewiąte – poranne newsy: Nikki Kidman wylądowała w Sydney, spędzi jakiś czas w swoim domu nad zatoką. Sensacyjna wiadomość z Wielkiej Brytanii: dziewczyna księcia Harry’ego zostawiła go i wróciła do rodziny w RPA – łączymy się na żywo z rzecznikiem rodziny królewskiej. A poza tym – stan Queensland wprowadził zakaz przeklinania na ulicach. Sonda: czy to nie zamach na wolność słowa

Czytaj dalej