Jak mieszkać to w Sydney (albo w Vancouver)

22 Paźdź

Co roku publikowanych jest kilka rankingów na temat jakości życia w różnych miastach na świecie. Pozbierałam do kupy tegoroczne wyniki tych najbardziej znanych i wychodzi to co poniżej.

Wygląda na to, że jak mieszkać to najlepiej w Vancouver lub ewentualnie w Niemczech albo Szwajcarii. Niemieckiego nie mam w planach się uczyć, więc póki co zostaję przy Sydney, które w rankingach wypada całkiem nieźle.

Quality of living survey firmy Mercer (dla której miałam zresztą przyjemność pracować przez dwa lata)

Wiedeń
Zurich
Geneva
Vancouver
Auckland
Dusseldorf
Frankfurt
Monachium
Berno
Sydney (10)
….
Londyn (39)
Warszawa (85)

World’s Most Livable Cities, The Economist

Vancouver
Wiedeń
Melbourne
Toronto
Calgary
Helsinki
Sydney (7)
Perth
Adelaide
Auckland
….
Londyn (54)
Warszawa (71)

Most Livable Cities Index, Monocle

Monachium
Kopenhaga
Zurich
Tokyo
Helsinki
Szlokholm
Paryż
Wiedeń
Melbourne
Madryt
Berlin
Sydney (12)

Sydney seen from Mosman

Reklamy

Komentarzy 8 to “Jak mieszkać to w Sydney (albo w Vancouver)”

  1. Michal 22 października 2010 @ 11:54 #

    Aaaaa, to dlatego sie frustruje jak co weekend z pracy w Monachium przylatuje do domu w Warszawie….

    :)
    M.

  2. spocit 22 października 2010 @ 12:14 #

    Jak tam 2 razy widze Melbourne troche wyzej niz Sydney.

    • Magda 22 października 2010 @ 12:27 #

      Akurat tu się pomylili ci co przygotowali ranking ;)

      Choćby dlatego w Sydney mieszka się fajniej niż Melbourne, że w Sydney pogoda jest jakieś 200 razy bardziej stabilna. No i mamy jakieś 100+ plaż w obrębie aglomeracji :)

      Ale odwieczna walka między Sydney i Melbourne o to, które miasto jest lepsze, to jak dyskusja o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. Nie ma się co w nią zagłębiać, bo do niczego nie zaprowadzi.

  3. Cabra Loca 22 października 2010 @ 15:29 #

    No tak

    Melbourne ma wyscigi Formuly 1, Australian Open, Melbourne Cup, i AFL Grand Final. Nie licze takich rzeczy jak rozne festiwale.

    Sydney ma Gay Mardi Gras i… no wlasnie, co jeszcze ?

    Rankingowi Mercer raczj bym nie ufal – maja siedzibe w Sydney i podejrzewam ze ich rankingi robione sa na bazie obserwacji zza biurka z Sydney. Head Offices wiekszosci duzych kompanii sa w Melbourne bo Wiktoria to przemyslowy i gospodarczy silnik Australii. Jest tak od ponad 150 lat.

    Roznica pogody to tez mit – Melbourna ma cieplejsze i sloneczniejsze lata, a srednia opadow jest 2 razy wieksza w Sydney. Sydney generalnie jest cieplejsze bo jest bardziej na polnoc. Cieplejszy klimat oznacza ze bardziej smierdzi i jest wiecej karaluchow.

    • Magda 23 października 2010 @ 00:26 #

      Widzę, że to jednak temat, na którym nie da się przejść do porządku dziennego hehe :)

      Jak już się tak przerzucamy faktami to może sprostuję, że Mercer to firma amerykańska z główną siedzibą w Nowym Jorku i biurami na całym świecie, w tym zarówno w Sydney jak i w Melbourne (a także w Brisbane, Adelaide i Perth Warszawie, Pradze, Londynie itp itd).

      Z tymi średnio cieplejszymi temperaturami w Melbourne to nie znam Twojego żródła, ale jeśli to prawda to z pewnością dlatego, że średnią podnoszą te nieopisane upały powyżej 40 stopni, które się od kilku lat regularnie zdarzają się tam latem. To ja już wolę żeby średnia dla Sydney była niższa, ale żeby na co dzień temperatury były bardziej znośne :) A co do stabilności pogody to każdy mieszkaniec Melbourne, którego znam otwarcie przyznaje, że w Melbourne pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie – 4 pory roku w jednym dniu. W Sydney się to nie zdarza.

      Na Formułę 1, Australian Open, Melbourne Cap itp jak chcę (a na Melbourne Cap to na pewno nie chcę :) ) to zawsze mogę polecieć:) Te wydarzenia są raz w roku, a nie co weekend, więc nie czuję, że coś tracę. W Sydney też są wyścigi konne, festiwale, koncerty, szmery-bajery. Każde miasto ma coś, czego nie ma to drugie.

      Generalnie to w temacie Sydney vs Melbourne nigdy nie będzie porozumienia. Możemy się tak bez końca przerzucać argumantami, a i tak nikt nikogo nie przekona :) Udowodniono to już zresztą, bo dyskusja trwa w Australii od lat i nadal jest w tym samym punkcie :)

  4. ajdekato 22 października 2010 @ 22:23 #

    O widze, ze Auckland tez sie znalazlo :) Po miesiacu tutaj moge stwierdzic, ze faktycznie nie jest najgorzej. Choc z perspektywy 6 lat spedzonych w Londynie, Auckland to jednak pod wieloma wzgledami prowincja, ale mila – no i te zaglowki wszedzie, woda, gory blisko – na dluzsza mete quality of life na pewno niezle. Nie dziwie sie tez, ze Londyn tak nisko w rankingach sie znalazl. Przy calej mojej sympatii do tego miasta, na dluzsza mete to jest wampir energetyczny;). I potem czlowiek musi na drugi koniec swiata uciekac ;))
    Pozdrawiamy z Kiwilandii!

  5. Cabra Loca 23 października 2010 @ 01:26 #

    Oczywiscie ze beda roznice pogladow, i kazy bedzie mial inne doswiadczenia danego miejsca ze wzgledu np na sytuacje rodzinna czy wysokosc dochodow.

    Nie da sie tez zaprzeczyc ze Sydney ma bardzo ladne plaze i pod tym wzgledem jest najlepszym miejscem w Australii.

    Problem z porownaniami jest taki ze wiekszosc z nas nie spedza calego zycia na plazy czy chodzac ogladac z zewnatrz Sydney Opera House (o pojsciu na cos szkoda nawet gadac ze wzgledu na ceny, a repertuar jest raczej przecietny, a najwieksza pozycja jest final Australian Idol. Wiekszosc Sydneyczykow spedza czas wolny w Westfield Shopping Centre.

    Z punktu widzenia przecietnego czlowieka ( 2 razy srednie zarobki, 2.4 dziecka itp) Sydney jest raczej kiepskie do zycia, ze wzgledu na beznadziejna infrastrukture, wysokie ceny nieruchomosci, kiepskie i drogie jedzenie, i beznadziejne przepisy ktore powoduja ze pod wzgledem sceny kafejkowo – muzyczno – jedzeniowej Sydney jest ok 30 lat za Melbourne i zostalo wyprzedzone pod tym wzgledem przez Brisbane.

    Ktos kiedys opisal Sydney jako „glupia blondynke” miast australijskich. Ladne z wierzchu ale plytkie i majace niewiele do zaoferowania poza typowymi rozrywkami dla gawiedzi w stylu fajerwerkow.

    Problemem w Sydney nie jest geografia (bardzo atrakcyjna) czy klimat ( w miare znosny), a bardziej ludzie ktorzy tam mieszkaja. Nieudolny rzad ktory nie potrafi nic wybudowac. Duze rozwarstwienie spoleczne – garstka ludzi ktorych stac na dobre zycie przy wodzie, i biedujaca reszta.

    Do tego nieudolna policja
    Od paru lat plaze w Sydney staly sie miejscem konfrontacji zulerii i etniczych gangow – Cronulla i Maroubra sa dobrym przykladem

    Kazdy jednak powinien mieszkac tam gdzie mu sie podoba, jeden bedzie chcial miec 2 pierowy dom z potrojnym garazem w Canberra, a drugi wybierze zakaraluszona klitke w Sydney – obaj jednak beda szczesliwi.

    • Magda 23 października 2010 @ 02:11 #

      O dwóch różnych miastach chyba mówimy :) Musi być jakieś drugie Sydney :)

      A tak na serio to strasznie to przerysowałeś/aś. Nikt nie mówi, że nie ma problemów (bo gdzie ich nie ma?), ale to co piszesz to jest przesada przez duże P. Na serio nie jest tak, że mamy tu kilka tysięcy bogaczy nad wodą, a reszta je tylko chleb z dżemem i mieszka we trzy rodziny na jednym mieszkaniu. To jakiś absurd.

      Gdyby było tak jak piszesz to jakim cudem Sydney od lat byłoby w czołówce tych wszystkich rankingów? W nich bierze się pod uwagę wiele różnych kryteriów. Nie sugerujesz chyba, że ci ludzie nie wiedzą co robią, albo faworyzują jedne miasta, a niedocieniają innych?

Możliwość komentowania jest wyłączona.