Szukamy mieszkania, część I

12 Wrz

W sobotę rano, po 9 dniach spędzonych w Melbourne, znaleźliśmy się w końcu w Sydney. Żeby nie marnować ani chwili, zaraz po dotarciu na miejsce zabraliśmy się za szukanie mieszkania. Uzbrojeni w kartkę z adresami i godzinami inspekcji ruszyliśmy na poszukiwania.

Lokal pierwszy

Miejsce w internetowym ogłoszeniu opisane jako ‚przestronna kawalerka’. Miejscówka nie idealna, ale do przeżycia. W naszej preferowanej dzielnicy, choć mogłoby być ciut bliżej stacji pociągu podmiejskiego. Oprócz nas na inspekcji zjawia się tylko jedna osoba. Z tego można się tylko cieszyć, bo im mniej ludzi tym większe mamy szanse. Wchodzimy do środka. ‚Przestronna kawalerka’ okazuje się być pokojem o wymiarach 2 na 3 metry. Mini kuchnia jest częścią pokoju. Zmieści się materac i może jakieś biurko. Cena śmiesznie wysoka jak za taką klitkę.

Lokal drugi

Miejscówka idealna. Dosłownie 100m od naszego poprzedniego mieszkania sprzed wyjazdu z Australii. Nowy budynek, fajne wnętrze, spora sypialnia z ogromną wbudowaną szafą, fajny pokój dzienny. 3 minuty spacerkiem na stacje kolejową. W promieniu 5min piechotą jest supermarket, warzywniak, piekarnia, dwóch rzeźników, sklep polski, kilku lekarzy, poczta, bank. Idealne. Cena mogłaby być niższa, ale jest do przełknięcia (zrobiło się wyraźnie drożej na rynku nieruchomości w ostatnich dwóch latach). Niestety poza nami na inspekcji jest jeszcze 15 albo i więcej chętnych. Mieszkanko wyraźnie się podoba, bo prawie wszyscy biorą aplikacje. Będzie ostra walka. Nie mamy szans na zwycięstwo, bo w takim konkursie piękności agent wybierze kogoś, kto ma stałą pracę, a nie nas, ludzi, których prawie dwa lata nie było w kraju. Szkoda.

Lokalt rzeci

Miejscówka w sumie ciekawa. 10 minut speceru od Central Station. Stary, zabytkowy magazyn przerobiony na mieszkania. Coś a la lofty. Z zewnątrz wygląda super. W środku za to porażka. Sypialnia 2m na 2m. Pokój dzienny wąski, z przraźliwie poplamionym dywanem, do tego bardzo ciemno. Miejsce zupełnie nie warte ceny jaką za nią sobie zaśpiewano.

Lokal czwarty

Surry Hills, czyli jedna z najbardziej trendy dzielnic w Sydney. Świetna miejscówka. Wszędzie blisko. Nie ma się więc co dziwić, że na inspekcji zjawił się dziki tłum. Przynajmniej 20 osób. Niestety to mieszkanie to jakiś żart. To przybudówka na tyłach łądnego domu, co nie jest problemem, ale lokal jest tak mały, że agent wpuszcza do środka w grupach po 3 osoby. Do tego łazienka jest na zewnątrz. W sensie na zewnątrz budynku. Zrobienie siku tudzież wzięcie prysznica wymagało by wyjścia na zewnątrz i zejścia po schodach na poziom niżej. Nie wyobrażam sobie tego, a już na pewno nie zimą. Bo to mit, że w Sydney jest zawsze ciepło. Zapewniam, że zimowa noc potrafi być chłodna, więc nie widzę opcji ubierania się w kurtkę za każdym razem kiedy zachce mi się nocnej wizyty w toalecie.

Lokal piąty, ostatni

Godzinę po wizycie na Surry Hills wracamy do naszej preferowanej dzielnicy na inspekcję ostatniego na ten dzień mieszkania. Po drugiej stronie ulicy od lokalu drugiego (patrzy wyżej), więc miejscówka znów idealna. Mieszkanie jest absolutnie fantastyczne. Duże, ładne, ustawne, z fajną kuchnią, z wielką szafą w sypialni, z balkonem. Agent okazuje się być Polakiem, więc uprawiając gadkę-szmatkę próbujemy rozbudzić w nim uczucia patriotyczne, które miałby się oczywiście objawić w przyznaniu mieszkania nam, a nie komuś innemu. Po zastanowieniu wychodzi nam jednak, że mieszkanie jest dla nas za drogie, więc trzeba sobie je tym razem odpuścić.

Czyli sobota bez sukcesu. Ciąg dalszy poszukiwań dachu nad głową przed nami. Rozszerzamy je na pokój u kogoś, bo na samodzielne mieszkanie chyba narazie nie mamy szans :(

p.s.

Kilka lat temu czytałam o badaniach przeprowadzonych wśród Australijczyków na temat zawodów o najmniejszym stopniu zaufania społecznego. O ile dobrze pamiętam na samym szczycie albo na drugim miejscu znaleźli się agenci nieruchomości. W ogóle mnie to nie dziwi.

Reklamy

Komentarze 3 to “Szukamy mieszkania, część I”

  1. magda 12 września 2010 @ 16:06 #

    życzę Wam więcej szczescia następnym razem :)
    [przy okazji informuje,ze zmieniłam nazwe bloga z delighted-by na widniejący powyżej]

    pozdrawiam !:)

  2. Marcin K 16 września 2010 @ 13:38 #

    Dlaczego akurat Sydney, a nie inne miasto? Dlaczego wybraliście Sydney gdy pierwszy raz osiedlaliście się w Australii. Czy wybieraliście miejsce, jak oceniacie ze swojej perspektywy, jakie miasto jest najciekawsze i czym się wyróżnia?

    • Magda 17 września 2010 @ 06:14 #

      Dlaczego akurat Sydney, a nie inne miasto?

      Z przypadku. P przyjechał tu w 2000r żeby się uczyć i wybrał Sydney, bo akurat tak się złożyło, że w Polsce polecono mu college w tym mieście. Ja przyjechałam do Sydney, bo tu była firma, która chciała mnie zatrudnić. I tak już zostało.

      Jakie miasto jest najciekawsze i czym się wyróżnia?

      Nie wiem, bo mieszkałam tylko w Sydney. O innych tzw. capital cities jakie miałam okazję w Australii zobaczyć (Melbourne, Brisbane, Darwin) trudno mi wiele powiedzieć, bo tylko je w sumie ‚liznęłam’. Tym bardziej nie potrafię powiedzieć, które jest najciekawsze, bo wszystkoe jest kwestią gustu. Ja myślę, że najciekawsze jest Sydney, ale mam np znajomych w Canberze, którzy twierdzą, że właśnie stolica to jest najlepsze miejsce do życia (czego ja nie potrafię zrozumieć, bo Canbera to straszna dziura).
      Kiedy zdecydowaliśmy się na powrót do OZ przez chwilę braliśmy pod uwagę Melbourne. Ale po niedawnym 9-dniowym pobycie tam odechciało nam się na dobre. Powód jest może prozaiczny – strasznie niestabilna pogoda. Bo skoro już mamy mieszkać w Australii to wolimy, żeby to było w miejscu, gdzie pogoda nie zmienia się 4 razy dziennie :) W Sydney mieszka się dobrze, choć nie jest to miejsce idealne (jest drogo, a transport publiczny pozostawia sporo do życzenia). Miasto ma dosyć wakacyjny klimat, nie wiem jak to opisać. Mieszkałam tu wcześniej 4 lata, a cały czas się czułam trochę jak na wakacjach, mimo, że pracowałam. To chyba przez generalnie dobrą pogodę, bliskość plaż (których jest tutaj ponad 60) i życzliwość lokalsów :) W każdym razie Sydney jak najbardziej polecam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s